…stan rzeczy…

Wiecie co? Pierdolę taki stan rzeczy, w którym ja się wybieram do Bułgarii na wakacje, a dokładnie na przeciwnym brzegu Morza Czarnego leje się krew. Nie oznacza to przecież, że mam tam nie jechać w ramach solidarności z czymkolwiek ale musze powiedzieć, że trzeba mieć nasrane we łbie żeby wydawać rozkazy zabijania ludzi. Chuj w dupę ruskim. Cenił ich będe za inne rzeczy. Tymczasem niech wypierdalają!

Fake Plastic Trees

Zawsze mi się ten utwór wydawał dobrym pokładem do napisów końcowych filmu.

Her green plastic watering can
For her fake chinese rubber plant
In fake plastic earth.
That she bought from a rubber man
In a town full of rubber plants
Just to get rid of itself.
And it wears her out, it wears her out
It wears her out, it wears her out.

She lives with a broken man
A cracked polystyrene man
Who just crumbles and burns.
He used to do surgery
For girls in the eighties
But gravity always wins.
And it wears him out, it wears him out
It wears him out, it wears him out.

She looks like the real thing
She tastes like the real thing
My fake plastic love.
But I cant help the feeling
I could blow through the ceiling
If I just turn and run
And it wears me out, it wears me out
It wears me out, it wears me out.

And if I could be who you wanted
If I could be who you wanted,
All the time, all the time, ohhh… ohh…

In Flames – A sense of purpose

Jakby kogoś interesowało jakie we mnie są ostatnio emocje to proszę posluchać płyty podanej w tytule wpisu.Tak od czwartego kawałka.Dziękuję za uwagę.

Sacrebleu!

Taaak. Szczęście to nie ”mieć to czego się chce” tylko ”chcieć tego co się ma”.
Co najmniej przygnębiające albo po prostu jestem niedojrzały .

Życie jest ciekawe i to dość często.

Jadę dzisiaj rowerem na uczelnię. W okolicach placu Grunwaldzkiego (z niewyjaśnionych przyczyn nazwanego niedawno Rondem Regana, jakby się nie mogło nazywać jak dawniej albo chociaż Rondem Zawiszy, cholera, nie wiem…) pokonuję zawsze odcinek chodnikiem. Przejeżdżając koło otwartej furgonetki przypomniało mi się, że tą samą widziałem tu dwa tygodnie temu. Stała zaparkowana przed sklepem spożywczym tak jak teraz i pewnie przywieziono w niej towar. W każdym razie jakieś 50 metrów za nią zwróciłem uwagę, że tak samo jak dwa tygodnie temu, w tym samy miejscu, na podłodze w furgonetce, tuż przy drzwiach tejże, stała obdarta butla z gazem i palnikiem do ogrzewania, a tuż obok niej zagięty tekturowy karton (na co ja kurwa zwracam uwagę?!). Od dwóch tygodni tak samo. Razem. Obok. Doszedłem do wniosku, że w świecie rzeczy martwych też bywa nudno.

Bałtyckie w gary walenie

Niby noc, niby ciemno i spokój. To skąd we mnie tyle emocji, co? Ja przecieżjestem “niespotykanie spokojny człowiek”. Wiem, że nie powinienem popełniać tego błędu – samooceny, z tego względu, że zazwyczaj jest się takim jak Cię widzą Inni. Cokolwiek to znaczy – Inni mogą mnie cmoknąć w pompkę i to z całym szacunkiem. Rozchodzi się o to, że emocji tych nie potrafię nazwać za bardzo. Pewnie piszę te bzdury w nadzieji, że uda mi się to, w trakcie stukania w klawiaturę, załatwić i pójdę spać spokojny. No i piszę to jeszcze dlatego, żeby się przekonać czy pisanie bloga daje jakieś wymierne korzyści. Tak, posiadanie bloga było na liście moich rzeczy do zrobienia. Już tam nie jest. Wracając do tych emocji. Jeśli nie udaje mi się ich nazwać to chociaż może bym je ukierunkował, wykorzystał? Do tego co czuję teraz najbardziej pasuje mi granie na perkusji. Już dawno nie tłukłem w gary, a muszę powiedzieć, że zabawa jest przednia. Każdym fragmentem ciała zamienić się w rytm. Brzmi niewiarygodnie ale da się. Czyli, że co? Skoro mi się chce walić w bębny to jest jakiś gniew, złość, tak? No ale jakby mi ktoś dał możliwość posiedzieć na piasku nad Bałtykiem to już bym się zastanawial co wybrać. Poważnie. Jak ten osioł co mu dano we żłoby żarcie dobre. I to w oba! To co to niby znaczy, że odpocząć chcę, że zmęczony jestem, tak? Powiem Wam szczerze, że chętnie bym jeszcze komuś przyjebał :-) Mogę być to nawet ja. Iść teraz na spacer, spotkać siebie kroczącego z naprzeciwka.  Podejść. Spojrzeć w oczy, zapytać “Co u Ciebie?” i nie czekając na odpowiedź, dać w ryj. Cholera, to chyba jednak gniew bardziej niż zachód Słońca. Żeby mi się jeszcze spać chciało to bym się walnął do wyra i pierdolił…
…(pięć minut później)…
Wymysliłem! Wiem co przyniosłoby spokój! Gdybym postawił sobie gary 5 metrów odwody w Bałtyku i grał w stronę morza, sam jeden na całej plaży. Ewentualnie bym kogoś zaprosił :-) Tak, to by było coś. Nadać rytm morskim falom żeby im było łatwiej przypływać i odpływać. Hmm, popierdolone to ale przynajmniej wiem co czuję. Dobranoc.

Inne spojrzenie na niedzielę

No leci, kurwa samolot. Chuj wie gdzie. O! zniknął, za tą choinką co mi pół widoku za okno przesłania. Trzeba będzie zainwestować w Stihla i się w nocy do sąsiadów przejść na ogródek.Jeszcze mi się gołąb na szybę zesrał soczystą kupą,
a myłem na Wielkanoc. Założę się, że celował. Jakby tego, kurwa, mało było to mi się kawa wylała na biurko i pół kubka zajebała tym czarnym syfem co się do ścianek przykleja. Ani tego wypić ani zeżreć o zlizaniu nie wspominając, bo między zęby wchodzi, że się charać od razu chce. A, kurwa, miałem już w ręce Tchibo zółtą za 5,60pln to mi się oszczędności zachciało. Jebana Galaxia. Trzecia dzisiaj. Nie dziwota, że mi pikawa zapierdala jak elektrownia szczytowo-pompowa. Dobrze, że mi chociaż muzyka została bo bym tu ocipiał. Jak ja nienawidzę niedzieli!

Impresja na temat niedzieli

Widzę Niebo. Błękitne. Im bardziej w górę spojerzeć tym ciemniejszym się staje. Gdy patrzeć nad horyzont w biel przechodzi. Na jego tle dwudziestometrowa Sosna o niezwykle prostym kręgosłupie (moralnym?) pnie się w ten ciemny błękit i zielenią swoja wespół z Niebem oczy uspokaja. Jest Kawa, a zapach jej dociera do środka mnie niesiony na rześkich strumieniach chłodnego powietrza zza okna. Po dachu pobliskiego, starego niemieckiego domu co kilka chwil przemykają ptasie cienie. W moim trzymetrowym oknie widać Spokój. Drogocenny przyjaciel skołatanego Serca. I tylko ta Kawa przyspiesza jego bicie. Potrzebnie. Szybciej, wyraźniej i dosadniej odczuwalny jest Spokój. Z głośnika przychodzi do mnie Islandia i wystarczy przymknąć powieki żeby wybrać się na wycieczkę, a Spokój dalej ten sam. I rześkie powietrze.

Apdejt bloga

Panoszę się po przestrzeni dyskowej na serwerze WordPressa. Coś niecoś dodałem do pooglądania i posłuchania. Pewnie będzie tego więcej więc zapraszam. Jest szansa, że i jakieś twory mojego kanapkowego mózgu się tu znajdą. Nie wymagam komentarza. Wystarczy czytać, słuchać i patrzeć. Nic więcej do zrozumienia nie potrzeba.

Dzień dobry Państwu.

Nazywam się ChlebZeSmalcem. Jestem kanapką na tyle pospolitą, że nie powinienem niczym już zaskakiwać. Wszak cóż zaskakującego może być w kawałku pieczywa posmarowanym wytopionym świńskim tłuszczem ze skwarkami? Żywię jednak nadzieję, że rzeczy pospolite potrafią sprawiać niepospolitą radość z powodu samego faktu istnienia. Szczęśliwym bowiem jest ten kto potrafi dostrzec piękno w każdym elemencie wszechświata nie wykluczając z tego zbioru skwarek pochodzenia zwierzęcego. Cudownie jest być ChlebemZeSmalcem! :-)